
Świat goni za pieniędzmi? Jezus mówi, że pełny szczęścia doświadczają ubodzy w duchu. Ubodzy, to znaczy ci, którzy nie mają serca przy pieniądzach lecz „u Boga”.
Świat szaleje za rozrywkami a Jezus mówi, że pełni szczęścia to ci, którzy płaczą. Kim oni są? To ci, którzy żyją w sposób nie lekkomyślny, lecz odpowiedzialny. To ludzie, którzy starają się dobrze pracować, studiować i spełniać swoje obowiązki rodzinne, kościelne i społeczne.
Świat myśli, że aby mieć sukces trzeba się głośno reklamować, a Jezus mówi, że największy sukces będą mieli cisi, to znaczy ci, którzy są pokorni i nie robią dużo szumu wokół siebie. W świecie jest modne oszukiwać, a Jezus broni uczciwości i sprawiedliwości. Świat jest bezpardonowy, a Jezus chwali miłosierdzie. Świat lansuje wojnę jako sposób rozwiązania konfliktów, a Jezus obiecuje, że synami Bożymi nazwani będą ci, którzy wprowadzają pokój.
Kierunek, na którym Jezus wskazuje jest pod prąd istniejących stereotypów, które wiążą szczęście z posiadaniem.
Dobra materialne w właściwej mierze są owszem potrzebne do życia, ale nie one są źródłem szczęścia, lecz miłość prawdziwa i ofiarna.

Przede wszystkim doświadczamy pełni szczęścia, kiedy uda się żyć w miłości wzajemnej.
Miłość wzajemna jest lekarstwem dla wszystkich podziałów, które męczą rodziny, Kościół, społeczeństwo i stanowią główną chorobą naszych czasów.
Starajmy się brać to lekarstwo ze sobą.
Wtedy będziemy błogosławieństwem dla naszych rodzin, dla naszych wspólnot.
Jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną, wówczas twoja ciemność stanie się południem i twe światło zabłyśnie w ciemnościach.
Miłość działa podobnie jak elektryczność. Kiedy w naszych mieszkaniach nie ma prądu, nie ma też światła. Wtedy lodówka nie chodzi, pralka się zatrzymuje, komputer gaśnie, ogrzewanie „wysiada”. Można mieć najbardziej nowoczesne urządzenia, ale kiedy nie ma prądu, to jakby ich nie było; nawet gorzej, bo mogą się popsuć.
Kiedy w relacjach międzyludzkich nie ma miłości, wszystko ustaje. Jako pierwsze znika zaufanie. Wszystko traci sens. Najlepsze plany pozostają martwe – na papierze. Nie ma światła i w tej ciemności także ludzie mogą ulegać zepsuciu.
W tym świecie tak ciemnym, bo nasyconym egoizmem, który oddala ludzi od siebie, jesteśmy powołani, by budować i odbudowywać dobre relacje, tworzyć nową kulturę, kulturę wzajemnego słuchania, zaufania, przebaczenia.
Oczywiście, ludziom potrzebującym pomocy trzeba dać chleb, ubrania, leki, ale uśmiechem, radą, pociechą, ofiarowaniem wolnego czasu trzeba obdarzać wszystkich bez wyjątku.
Wtedy będziemy solą ziemi i światłem świata, a ludzie będą chwalili Ojca naszego, który jest w Niebie. A jeżeli z naszego powodu ludzie będą chwalili Boga, wtedy On, kiedy zawołamy o pomoc, odpowie: Oto jestem. Amen.
