Tematem wiodącym dzisiejszej liturgii słowa jest woda.
Żydzi potrzebowali wody podczas swojej długiej i niebezpiecznej wędrówki do Ziemi Obiecanej przez tereny pustynne.
Mogli przeżyć tylko dzięki cudownej Bożej interwencji na górze Horeb. Woda jest źródłem życia. O wodę prosił Jezus Samarytankę.

Żydzi zazwyczaj nie utrzymywali kontaktów z Samarytanami, a tutaj sam Jezus zaczyna rozmowę z Samarytanką, świadcząc o tym, że nie uznaje żadnych murów dzielących ludzi i narody.
„Daj mi pić” J 4,5-42 – mówi do Samarytanki. Ona jest tym zaskoczona, ale zupełnie bez kompleksów rozmawia z Jezusem. Okazuje się być kobietą prostą i bezpośrednią. „Jakżeż ty będąc Żydem prosisz mnie, Samarytankę, bym dała Ci pić?”
Jezus zmienia od razu swoją rolę z proszącego o wodę, na podarowującego wodę: „Każdy, kto pije tę wodę znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą ja mu dam nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu”.

Rozmowa staje się coraz bardziej osobista: Jezus objawia, że zna historię jej życia. Samarytanka jest zaskoczona, ale wcale nieskrępowana: „Panie, widzę, że jesteś prorokiem”. Jakby z żalem przypomina mu, że ojcowie ich wspólnej historii oddawali cześć Bogu właśnie w tym miejscu, a później Żydzi mówili, że miejscem gdzie należy czcić Boga jest Jerozolima.
Jezus zaczyna jej odsłaniać, że już nadeszły inne czasy, gdzie prawdziwi czciciele będą oddawali cześć Bogu w Duchu i prawdzie, nie tylko zachowując przepisy prawa mojżeszowego, lecz żyjąc według nowego prawa.
Samarytanka ma niezwykłą intuicję. Rozumie, że Jezus ma na myśli prawo, które przyniesie Mesjasz: „Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko”. Rozmowa osiąga apogeum: Jezus, który zawsze pytał apostołów, za kogo go uważają, w przypadku Samarytanki sam objawia, kim jest: „Jestem Nim Ja, który z tobą mówię”.
Kobieta, pod wrażeniem tego wszystkiego, zapomina nawet zabrać ze sobą dzbanek i biegnie do miasta, aby opowiedzieć o Jezusie. Robi Jezusowi taką reklamę, że musiał on pozostać w tym miejscu dwa dni. Tyle potrafią kobiety, kiedy staną się Bożym narzędziem.

Istnieje, więc woda, która staje się źródłem życia wiecznego.
Tą wodą jest Miłość, przez duże M, ta miłość której źródłem jest Jezus. Ona nie polega na uczuciach, lecz na staraniu się, by spełnić pragnienia ukochanej osoby to, co jest szczególnie potrzebne dla jej dobra tu i teraz.
Jezus żył stale tą miłością względem Ojca i nas, dokonując dzieła naszego zbawienia: „Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który mnie postał i wykonać Jego dzieło”. J 4, 34
Każdy z nas narodził się, aby wykonać Boże dzieło.
Jest nim realizowanie wspaniałego planu, który Bóg ma wobec każdego z nas, i który jest wyrazem jego nieskończonej, osobistej miłości. Może nim być założenie rodziny i podarowanie światu dobrze wychowanych dzieci. Może nim być poświęcenie swojego życia Bogu, aby służyć Kościołowi na jeden z wielu sposobów, które Bóg daje dzisiaj do dyspozycji. Może to być zaangażowanie społeczne, na rzecz dobra wspólnego.
Wypełniajmy Wolę Bożą z radością chwila po chwili świadomi, że tak postępując pozwalamy Bogu realizować ten wspaniały plan, który ma wobec nas. Amen.
