Aktualności

KIERUNEK NA MIŁOŚĆ – rozważanie na Palmową Niedzielę

Napisane przez Janusz Talik

czytania mszalne

Kierunek na Miłość

Szósta Niedziela Wielkiego Postu, to Niedziela Palmowa, albo inaczej Niedziela Męki Pańskiej. Normalnie święcimy palmy na pamiątkę wjazdu Pana Jezusa do Jerozolimy oraz słuchamy czytanego opisu Męki Pańskiej. Tym razem nie pójdziemy z palmowymi gałązkami na uroczyste poświęcenie, ale możemy zachować ten znak w naszych domach. Niech to będą takie szczególne palmy. Palmy szczególnego czasu. Natomiast zapewne wysłuchamy opisu Męki Pańskiej. Tego opisu, który ukazuje nam nieskończoną miłość, jaką Bóg umiłował świat, umiłował każdego z nas. A znakiem tej miłości jest Krzyż.

Dlatego pozwólcie, że na początek przytoczę dwie historie z krzyżem w roli głównej. Oto pierwsza z nich. Niedaleko Częstochowy znajduje się mała wioska o nazwie Lelów. W roku 1939 prawie wszyscy jej mieszkańcy uciekli przed zbliżającymi się wojskami niemieckimi. We wsi pozostali tylko starsi, wśród których było osiemnastu gospodarzy. W centrum wsi stał stary, drewniany kościółek, w którym, w ołtarzu głównym umieszczony był duży, drewniany krzyż. Kiedy hitlerowcy zajęli wioskę, wtargnęli do tego kościoła i wyrzucili na zewnątrz drewniany krzyż. Mieszkańcom wioski, którzy pozostali nakazali przynieść słomę do wnętrza kościoła, aby go następnie podpalić ku uciesze pijanych żołnierzy. Następnie kazali wszystkim przyjść na wyznaczoną godzinę, a kiedy mieszkańcy przyszli kazali im porąbać leżący na placu przed kościołem krzyż. Ludzie musieli zdecydować: zaprzeć się Chrystusa, czy ryzykując życie pozostać Mu wiernym. Nikt nawet nie dotknął krzyża. Rozwścieczeni hitlerowcy strzałem w tył głowy zamordowali wszystkich gospodarzy. Na pamiątkę tamtego wydarzenia, pod głównym ołtarzem nowego kościoła, wybudowanego na miejscu egzekucji, znajduje się grobowiec z prochami tych, którzy swe życie oddali w obronie Krzyża Chrystusowego.

I druga historia, również z czasów wojennych. Po Powstaniu Warszawskim, do obozu w Landshut, przywieziono 13-letniego Tomka. Wieczorem, gdy gaszono światła, a wszyscy w baraku kładli się do snu, on klękał na sienniku, brał krzyżyk do ręki i modlił się. Krzyżyk, który udało się mu przemycić, gdy schowany między palcami przy oddawaniu rzeczy, umknął wzrokowi służb obozowych. Modlił się tak co wieczór, aż do momentu, gdy któryś z więźniów, aby przypodobać się Niemcom i dostać w nagrodę kawałek chleba, oskarżył go przed blokowym, a ten zameldował o tym komendantowi obozu. Od razu zrewidowano Tomka i w szwie od koszuli znaleziono ukrywany krzyżyk. Za karę Tomek tego dnia nie otrzymał nic do jedzenia. Podobna sytuacja miała miejsce nazajutrz. Młody chłopak poczuł się słaby, miał zawroty głowy, a w oczach mu ciemniało. Wieczorem wezwano go do komendanta. Tam postawiono przed nim krzyżyk oraz bochenek chleba i wiele innego jedzenia. Następnie komendant polecił chłopcu wybrać: albo krzyżyk, albo to wszystko jedzenie. – Za jedzenie nie sprzedam krzyżyka – powiedział chłopiec i bez chwili wahania sięgnął po krzyżyk. I wtedy stała się rzecz niespotykana. Zaskoczony i zdumiony komendant pozwolił Tomkowi, jako jedynemu w obozie, na zabranie krzyżyka i codzienną modlitwę przed nim.

Czego nas uczą te historie? O czym nam przypominają? Po pierwsze: każdy z nas musi przejść swoją drogę krzyżową. I nie trzeba tu szukać, jakiejś szczególnej sytuacji, jakichś nadzwyczaj skomplikowanych okoliczności. Bo najczęściej drogą, którą trzeba nam iść z Jezusem i za Jezusem jest po prostu nasze życie, codzienne, zwyczajne, być może szare. Jeśli jest tylko życiem prawdziwie chrześcijańskim, z pewnością  będzie miało w sobie coś z krzyżowej drogi. Ale to dobrze. Bo pamięć o Krzyżu będzie przypominała o tym, co jest sensem naszego życia, będzie przypominała o Miłości. Krzyż będzie wskazywał właściwy kierunek. Kierunek na prawdziwą Miłość.

I po drugie: całe życie człowieka jest nieustannym wybieraniem. Opowiadaniem się po stronie Miłości, albo wybieraniem zła. Zło zawsze działa radykalnie i szybko, ale krótkofalowo, w konsekwencji zmierzając do porażki. Zło niszczy, również samo siebie. To miłość tworzy, buduje, czyni coś trwałego. Dlatego wielkość człowieka odmierza się zawsze wielkością jego miłości. A cóż powiedzieć, gdy ta ludzka miłość jest zakorzeniona w prawdziwej Miłości, w Bogu?

Wpatrujemy się dzisiaj w Krzyż. Znak naszego zbawienia. Znak Miłości. Stajemy na drodze, która prowadzi na kalwaryjski szczyt. Szczyt, na którym ten Krzyż został wbity w ziemię, aby na nim dokonało się nasze zbawienie. Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał życie wieczne. Bóg umiłował świat. Umiłował mnie i ciebie. Umiłował każdego z nas. Odpowiedzmy na tę Bożą miłość naszą miłością. Miłością wyrażającą się w naszej codzienności, w naszym podążaniu za Jezusem i z Jezusem, po drogach naszego życiowego powołania.

O autorze

Janusz Talik